Przygotowując się do porodu, Karolina dokładnie wiedziała, czego szuka. Chciała czuć się bezpiecznie i mieć wokół siebie ludzi, którym będzie mogła zaufać. Kilka dni przed planowanym terminem porodu wszystko przyspieszyło. Tak opisała nam ten dzień i pierwsze chwile po narodzinach synka.
Termin porodu miałam wyznaczony na 28 czerwca 2026 roku. Nasz synek postanowił jednak pojawić się wcześniej. 10 czerwca zgłosiłam się do Szpitala na Siemiradzkiego z powodu plamienia i dużych skrzepów. Dzień później, 11 czerwca o godzinie 18:34, przywitaliśmy naszego synka – 2780 gramów szczęścia i 51 centymetrów miłości.
Szpital wybrałam świadomie. Byłam na dniach otwartych, uczestniczyłam w szkole rodzenia, rozmawiałam ze znajomymi i moją lekarką prowadzącą ciążę. Zależało mi na bezpieczeństwie, indywidualnym podejściu, możliwości wyboru położnej, dostępie do anestezjologa oraz apartamencie rodzinnym.
Już podczas przygotowań do porodu często słyszałam o położnej Jolancie Franczak. Dziś mogę powiedzieć, że wybór Pani Joli był jedną z najlepszych decyzji. Jej spokój, doświadczenie i ogromne zaangażowanie sprawiły, że od początku do końca czułam się bezpiecznie.
Po badaniach podjęto decyzję o indukcji porodu. Wszystko było dokładnie tłumaczone, a ja ani przez chwilę nie czułam się pozostawiona sama sobie. Bardzo doceniam również atmosferę na sali porodowej – możliwość korzystania z piłek, materacy i szarf, odpowiednie oświetlenie oraz spokojne warunki do pracy z ciałem.
Akcja porodowa rozwinęła się bardzo szybko. Nasz synek był owinięty pępowiną, dlatego doświadczenie i opanowanie Pani Joli były bezcenne. Dzięki jej wskazówkom wiedziałam, kiedy zwolnić, a kiedy mocniej współpracować. Mimo wymagającego porodu udało się osiągnąć coś, na czym bardzo mi zależało – ochronić krocze. To zasługa zarówno moich wcześniejszych przygotowań, jak i profesjonalnego prowadzenia porodu.
Najtrudniejszym momentem okazały się komplikacje związane z łożyskiem. Pani Jola szybko zauważyła problem i natychmiast wezwała lekarzy. Cały zespół działał sprawnie, a każdy etap postępowania był mi na bieżąco wyjaśniany. Ostatecznie konieczne było ręczne oddzielenie łożyska. Choć był to dla mnie trudny moment, przez cały czas czułam się bezpiecznie.
Ogromnym wsparciem był również mój mąż Wojciech, który pomagał mi podczas porodu i dodawał otuchy. Dziś nie wyobrażam sobie, żeby mogło go tam zabraknąć.
Nasz pobyt w szpitalu wydłużył się z powodu moich komplikacji oraz żółtaczki synka. Dzięki apartamentowi rodzinnemu mogliśmy spokojnie budować więź i oswajać nową rzeczywistość we trójkę. Korzystaliśmy również z pomocy doradców laktacyjnych i fizjoterapeutów uroginekologicznych. Bardzo doceniam ich cierpliwość, wiedzę i praktyczne wsparcie.
Na pochwałę zasługuje cały personel szpitala – położne, pielęgniarki, lekarze, salowe i pracownicy pomocniczy. Wszyscy byli życzliwi, pomocni i zaangażowani. Bardzo spodobał mi się także przyjazny wystrój oddziału oraz kolorowe uniformy personelu, które tworzyły ciepłą atmosferę.
Patrząc z perspektywy czasu, nie pamiętam już bólu, stresu ani komplikacji. Pamiętam ludzi, którzy pomogli nam bezpiecznie powitać naszego syna na świecie.
Dla mnie sukces porodu oznacza zdrową mamę, zdrowe dziecko, ochronione krocze i brak traumy. Wszystkie te cele zostały osiągnięte.
Dziękuję Pani Jolancie Franczak oraz całemu zespołowi Szpitala na Siemiradzkiego za opiekę, profesjonalizm, życzliwość i serce wkładane w codzienną pracę.
Karolina, Wojciech i Aron



