Poniżej publikujemy historię Mikołaja – dokładnie tak, jak została przekazana przez jego rodziców.
Wiem, że z tej perspektywy to może nie być do końca oczywiste, ale to ja – Mikołaj.
Zrobiłem swoje wielkie wejście dokładnie 16 stycznia. Co zabawne, dosłownie sekundy dzieliły mnie od bycia o dzień starszym, ale uznałem, że urodziny tuż po wybiciu północy brzmią zdecydowanie dumniej.
Szczerze mówiąc, wcale nie spieszyło mi się do opuszczania maminego brzucha. Było tam absolutnie idealnie: ciepło, bezpiecznie i przytulnie. Szybko jednak zorientowałem się, że Mama i niezwykle cierpliwa Pani Położna mają zupełnie inny plan na ten wieczór. Mama dostawała kolejne, precyzyjne instrukcje, jakie pozycje przyjąć, by ułatwić mi drogę na zewnątrz. Z tego, co zdążyłem wyczuć, ta fantastyczna Pani Położna wykonała kawał wspaniałej roboty, niesamowicie Mamę wspierając.
Kiedy już spakowałem w myślach walizki i szykowałem się do wyjścia ze szpitala do domu, pan doktor wspomniał coś o wysokiej bilirubinie. W ten sposób dorobiłem się własnego, prywatnego apartamentu z niebieskim światłem, w którym wygrzewałem się jak na plaży. Moje „plażowanie” przedłużyło się jednak nieco ponad plan.
Po tygodniu okazało się, że z tą bilirubiną wciąż jesteśmy na pieńku. Pan doktor okazał się jednak prawdziwym medycznym detektywem. Drążył temat, zlecał kolejne badania i z anielską cierpliwością tłumaczył moim Rodzicom, co dokładnie robi i z czego wynikają jego obserwacje. Dzięki jego empatii i profesjonalizmowi stres zniknął, a zastąpiło go poczucie, że jesteśmy w najlepszych możliwych rękach.
Słyszałem, jak Rodzice czasem wzdychali za domem, ale szybko doszli do wniosku, że trafiliśmy na małe wakacje w standardzie all inclusive. Pyszne jedzenie serwowane pod nos i całkiem wygodne łóżka robiły swoje.
Ostatecznie spędziliśmy na tych „wakacjach” w trójkę – bo Tata miał swoją stałą miejscówkę u naszego boku – okrągłe dwa tygodnie, podczas których zajęli się moją żółtaczką i wyleczyli zakażenie układu moczowego.
Przez cały ten czas personel traktował nas z niezwykłą serdecznością. Co kilka dni zaglądali do nas fascynujący goście – a to pani, która przeprowadziła instruktaż profesjonalnego noszenia takich brzdąców jak ja. Pojawiła się też pani psycholog, która potrafiła w kilka chwil przegonić wszystkie zmartwienia Mamy. Prawdziwą bohaterką okazała się jednak pani, która pomogła Mamie wyczarować dla mnie więcej pysznego mleczka.
Będę jej za to wdzięczny chyba do końca życia.
W imieniu rodziców składamy podziękowania dla Pani Położnej Joli Franczak, Pana Doktora Piotra Szymańskiego i Pana Doktora Piotra Teplickiego, a także dla całego zespołu oddziału.
Dziś Mikołaj jest już w domu – razem z rodzicami.
